|
|
| Zaczynałem życie od nowa.Moi
przyjaciele Maciej Biela i Andrzej Biegun odwiedzali mnie w szpitalu dostarczając
wieści z Tatr.Po wielu miesiącach spędzonych w szpitalu, zacząłem jeździć
na wózku inwalidzkim. Smutna rzeczywistość.Wówczas to właśnie w pamięci
powrócił artykuł z przed lat. Chwila zadumy i niepewne postanowienie próby
powrotu do normalności. |
|
| Po dwóch latach spędzonych
na wózku po raz pierwszy pojechałem w małe i niezbyt trudne jaskinie, w
których poruszałem się jedynie na pośladkach.Pokonując jaskinie utwierdzałem
się w przekonaniu, że mogę porwać się na coś trudniejszego. Zacząłem jeździć
w skały i przy pomocy sprzętu wchodzić na ich wierzchołki. W tych wszystkich
przedsięwzięciach nieodzowna była pomoc przyjaciół.Oderwanie się od wózka
i wspinanie się dawało mi chwilowe poczucie wolności. Powróciły marzenia
za wielkimi górami. |
 |
Minęło kilka lat i los okazał
się w miarę łaskawy. Wraz z
ćwiczeniami bezwład przerodził się w niedowład pozwalając na niepewne przejście
o kulach kilka kroków.Pewnego dnia nieśmiało wybrałem się na górującą nad
moim rodzinnym miastem Zywcem Grojec ( 612m).Próby ponawiałem kilkakrotnie,
aż doszedłem na szczyt .Z niego zobaczyłem najwyższe szczyty Beskidów.Po
wielu miesiącach przygotowań zacząłem zdobywać kolejno wszystkie szczyty
w tych górach.W miarę chodzenia przyzwyczaiłem mięśnie ramion do obciążeń
jakim musiały sprostać.Ponieważ byłem dobrze przygotowany , zacząłem wędrować
po Tatrach zachodnich ,które nie sprawiły mi większych trudności.Zdobycie
Rysów szlakiem od polskiej strony utwierdziło mnie w przekonaniu, że powinienem
pojechać w Alpy.
|
 |
|